niedziela, 18 czerwca 2017

Oldshoolowe Leśne Manewry 2017 - scenariusz #1

https://www.facebook.com/events/1797010477279897
https://tabletop.to/warzone-resurrection-olm-20172

Bitwa 1 - Mysiek (Wilki) - Take and Hold

Dobry scenariusz na Wilki, bo to jedyny scenariusz bez infiltracji.


Rozstawienie Bractwa

Rozstawienie wilków, ze stalkami

 Mysiek zapomina użyć preemptive strike

Rozpoczyna się nieśmiały ostrzał ze wszystkiego Warhoundów na lewej flance  (drugi oddział daleko na prawej flance w stalku)

Komandosi odpowiadają ogniem, koszą paru mortyfikatorów

Oddział Hamilkara zaczyna drapać Warhoundów, nacierają kolejni Komandosi i Warhoundzi

Krzyżownik ma zginąć, wychodzi więc z flanki w kierunku najsilniejszego oddziału wroga, przy okazji zgarnia na farcie jakiegoś Mistrza Pathfindera

Bob rozkręca działka i pluje ołowiem po Komandosach

Mortenowi nie chce się iść po Krzyżownika, więc zaczyna machać młotkiem i tamten nagle się zjawia

Przez te gumowe młotki trzeba całego oddziału wściekłych psów do ubicia Krzyżownika

Na ich spotkanie wychodzi Gwardzista, ale oddział nadal cały

Drugi Gwardzista za to mocno przypieka Komadosów i ubija Gordona, ale ten wstaje. Jakieś oszukańcze stalki.

Jakaś konkretna liczba pestek z pistolecików.

 Komandosi nadal się kotłują i wolą nie podbiegać w pobliże Mortyfikatorów

Nadal ogień ciągły po Warhoundach, Indygo podejrzanie zadowolona, choć wcześniej jej kula ugrzęzła gdzieś w futrach Mortena.

Na prawej flance chill

Bob też chilluje

Warhoundy już po 3 rany wklepane, ale stoją

Koniec chilla, Kawaleria wychodzi z flanki, nie mają nikogo w zasięgu, więc pykają z pistoletów.

Fell ustawia się w kolejce do bicia Warhoundów i wygląda na to, że puścił im granat na przywitanie.

Bob jest wyraźnie zadowolony z przybycia nowych celów

Poglądy Boba podzielają Mortyfikatorzy, wlatując w Kawalerię. Reszta uznaje, że wymiana ognia z Komandosami nie jest taka zła, a na pewno lepsza od walki ze świeżym oddziałem Warhoundów. Gordon w końcu zabity na śmierć.

Koniec drugiej tury

Gumowe młotki znów dają o sobie znać

Jeden z mortyfikatorów poczyna sobie śmielej. Paru bije Kawalerię, Crenshaw próbuje dziabnąć Warhoundy, reszta pewnie dłubie w nosie

Kawaleria rozprawia się z Mortyfikatorami i jedzie dalej

Oporni zostają stratowani

Młotki pomagają oczyścić flankę

Młotki Bractwa zdecydowanie lepsze (od gumowego miecza Crenshawa też)

Hamilkar nie jest zadowolony z braku postępów w zadaniu wymagającym od niego nabicia 4 ran, bierze więc na cel jakiegoś nieszczęsnego Komandosa.

Zdaje sobie jednak sprawę, że jego pozycja nie jest optymalna. Może pomoże karta-niewidka?

Fell szaleje na jednej flance, ubijając Mortena

Bob nie pozostaje mu dłużny, biorąc na cel Kawalerzystę

Indygo mówi do siebie: a co to za smakowity bohater się tam pląta na tyłach? Pathfinder urodził się biedny tylko z 2 ranami.

Nową turę można poznać po tym, że Fell robi swoje, 

a Bob swoje

Wilkom zostaje jeden oddział, pora go zmiękczyć. Hamilkar myli kierunek "bezpieczeństwo"

Warhoundy szarżują (no dobra, 2 sieje pistoletami), Crenshaw kontrszarżuje

Ta to lubi dobijać rannych

Inkwizytor Grzegorz pokazuje Crenshawowi, gdzie bić, by zabić

Crenshaw w roli finishera



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz